Jak odzyskałam swoją kobiecość-zabiegi na okolice intymne (Edyta, lat 45)

O ginekologii estetycznej jest ostatnio coraz głośniej, m.in. za sprawą programów telewizyjnych i publikacji w prasie kobiecej. Dzięki nim dowiedziałam się, że można poprawić komfort życia, korzystając z różnych zabiegów okolic intymnych. Oglądałam telewizję i marzyłam o tym, żeby spróbować. Nie spodziewałam się, że tak szybko nadarzy się ku temu okazja.

 

 

Kobiece problemy tematem tabu

Po urodzeniu dwójki dzieci straciłam kontrolę nad oddawaniem moczu; fachowo zjawisko to nazywa się wysiłkowym nietrzymaniem moczu. Z powodu osłabionych mięśni dna miednicy i mięśni Kegla mimowolnie popuszczałam mocz w najmniej oczekiwanych momentach – kiedy się po coś schylałam lub coś dźwigałam, a nawet wtedy, gdy się śmiałam, kasłałam lub kichałam. Radziłam sobie domowymi sposobami, codziennie używałam wkładek higienicznych, a poza tym ćwiczyłam mięśnie Kegla, licząc na to, że po jakimś czasie mój problem zniknie. O moich kłopotach wiedział tylko mąż, ponieważ wstydziłam się komukolwiek o tym powiedzieć. Bałam się, że nikt nie zrozumie tego, co przeżywałam.

 

 

Znaki czasu

Z czasem mój stan zaczął się pogarszać – lata mijały i problem narastał, a moje samopoczucie stawało się coraz gorsze. Okazało się, że procesy starzenia dotyczą również okolic intymnych, na co nie byłam przygotowana. Spanikowałam, kiedy zauważyłam pierwsze siwe włosy łonowe… Tego się nie spodziewałam. A to był dopiero początek poważniejszych zmian. Z czasem wargi sromowe straciły swoją objętość, z jednej strony ubytek był dość duży. No i te niekończące się problemy z nietrzymaniem moczu.

 

 

Toksyczny wstyd

Oprócz tego, że popuszczałam mocz, wykonując codzienne czynności, pojawił się kolejny powód do wstydu. Kiedy korzystałam z publicznych toalet często… Nie trafiałam do sedesu. Po prostu zaczęłam „krzywo” siusiać, przez co musiałam wycierać nie tylko deskę sedesową, ale również i podłogę. I ukrywać przed ludźmi mokre spodnie… Wstyd jak diabli… W domu nie miałam takich problemów, ponieważ siadałam na sedesie. Ale w podróży, w publicznych toaletach, zamieniałam się w… „skoczka narciarskiego”.

 

 

Siła przyzwyczajenia

Zaczęłam się w końcu przyzwyczajać do swoich „przygód”. Myślałam, że tak już będzie zawsze, do końca życia, i że nic nie da się z tym zrobić. Ale byłam w błędzie! Ratunek przyszedł w sumie trochę przez przypadek. Pojawiła się możliwość wzięcia udziału w szkoleniu z ginekologii estetycznej – jako modelka oczywiście. Chwila czasu do namysłu – iść, nie iść, iść, nie iść.. Iść! Pomyślałam, że taka okazja może się szybko nie powtórzyć i postanowiłam z niej skorzystać. Raz kozie śmierć, a co!

 

 

Strach ma wielkie oczy

W nocy przed szkoleniem nie mogłam zasnąć. Bałam się i strasznie stresowałam nie tylko z powodu zabiegów, o których wtedy jeszcze niewiele wiedziałam, ale również ze względu na obecność obcych ludzi w gabinecie. Na szkoleniu, jak to na szkoleniu, z reguły jest kilka osób. I wszyscy będą zainteresowani tylko jedną częścią mojego ciała i to do tego taką, z którą się człowiek na co dzień nie obnosi i jej nie eksponuje…

 

 

Ciekawość versus rozterki

Czekając przed gabinetem na swoją kolej, miałam ochotę uciec i już nie wracać. Ale ostatecznie ciekawość i pragnienie normalnego życia zwyciężyły. Chciałam przekonać się, czy lekarze będą mogli mi pomóc. Kobiety z programów telewizyjnych poświęconych ginekologii estetycznej były bardzo zadowolone z efektów zabiegów i gdy o tym mówiły, uśmiechały się znacząco... Czy i ja do nich dołączę? A może się rozczaruję?

 

 

Pierwsze koty za płoty - moje pierwsze zabiegi na okolice intymne

Lekarz-wykładowca zdecydował, że trzeba wykonać u mnie dwa zabiegi – laseroterapię pochwy z powodu wysiłkowego nietrzymania moczu i ostrzyknięcie warg sromowych kwasem hialuronowym po to, żeby przywrócić im utraconą objętość. Poziom stresu osiągnął zenit. Na szczęście podano mi znieczulenie miejscowe. Zabieg laseroterapii trwał dosyć krótko i momentami był mało przyjemny – trochę bolały mnie blizny po nacięciach krocza. Natomiast iniekcje z kwasem hialuronowym nie sprawiły mi żadnego bólu, a krwawienie było niewielkie.

 

 

Efektowne i efektywne… efekty

Pierwsze wrażenie po wyjściu z gabinetu – poczułam się w pewnym sensie pełniejsza, jak jabłuszko. To taka przenośnia, ale chyba nie umiem tego inaczej nazwać. Wargi sromowe odzyskały swoją obecność, ubytek zniknął, a wejście do pochwy zostało w pełni zasłonięte. Od razu odczułam różnicę, poczułam się bardziej kobieco i komfortowo, a moje samopoczucie natychmiast zdecydowanie się poprawiło. W końcu zaczęłam się cieszyć, że się przełamałam i pokonałam strach i wstyd. W tamtym momencie ogarnęła mnie fala szczęścia – w końcu znowu byłam kobietą.

 

 

Rozwiązane problemy

Po laseroterapii moje problemy z nietrzymaniem moczu przestały mi aż tak bardzo dokuczać. Sytuacja prawie całkiem wróciła do normy. Czeka mnie jeszcze jeden zabieg, po którym powinnam zapomnieć o wysiłkowym nietrzymaniem moczu. Będę mogła żyć pełnią życia i robić to samo, co inne kobiety – bez skrępowania i bez myślenia o tym, że znowu mam wilgotną bieliznę. Gdy po jakimś czasie skorzystałam z publicznej toalety, okazało się, że są jeszcze inne efekty zabiegu. Zaczęłam „prosto” siusiać. Skończyły się problemy ze sprzątaniem po sobie, z mokrymi spodniami... Odetchnęłam z ulgą, w dodatku pełną piersią – to było coś, co mnie ostatecznie przekonało do ginekologii estetycznej.

 

 

Czterdziestka radzi

Jeśli zastanawiasz się, czy ginekologia estetyczna to coś dla ciebie, to się dłużej nie zastanawiaj, zwłaszcza jeśli masz problem z nietrzymaniem moczu i więcej niż 40 lat. Po prostu zgłoś się do lekarza, który wykonuje tego typu zabiegi, choćby tylko na konsultację. Ginekolog zajmujący się medycyną estetyczną powie ci, czy twoje narządy płciowe wymagają jakiejś pomocy i interwencji z jego strony. Możesz to zrobić na jednym ze szkoleń w OLLIE – wykładowcą jest dr n. med. Robert Bartkowiak, ginekolog z ogromnym doświadczeniem również w zakresie medycyny estetycznej. Gdyby nie on, nie czułabym się dzisiaj aż tak dobrze w swojej kobiecej, i jakże przez to intymnej, skórze.

 

 

Edyta, lat 45, mama 25-letniej córki

 

 

Polecane artykuły:

 

 

Zapraszamy na zabiegi podczas szkoleń dla lekarzy w OLLIE.