Jak nie zostałam Angeliną Jolie – pamiętnik pacjentki

Pamiętnik pacjentki, Iwonna, 61 lat

 

 

Od wielu lat Angelina Jolie jest wzorem do naśladowania. Ale wcale nie dlatego, że ma dużo dzieci i można przypuszczać, że rodzina stanowi dla niej ogromną wartość. Ani też dlatego, że działa charytatywnie, pomagając wielu ludziom. Również fakt, że jest aktorką, nie sprawia, że kobiety chcą ją naśladować. Dla wielu z nich jest po prostu ikoną piękna – zachwycają się jej urodą, zwłaszcza wydatnymi ustami, i chcą być do niej podobne.

 

 

Być sobą, a nie sobowtórem

Nie chciałam zostać drugą Angeliną Jolie – być podobną do niej i mieć na przykład takie same duże usta. Chciałam jedynie zadbać o siebie, wyglądać lepiej, bardziej atrakcyjnie, czuć się piękną i zadbaną kobietą. I choć trochę cofnąć czas. Trzydziestkę obchodziłam trzydzieści lat temu i zauważyłam, że moja cera nie wygląda już tak świeżo jak kiedyś. Pojawiły się drobne zmarszczki, niektóre nawet dość głębokie. Przestałam się sobie podobać. Stwierdziłam, że powinnam coś z tym zrobić. I tak trafiłam na medycynę estetyczną.

Naturalne efekty zabiegów medycyny estetycznej

 

 

Dobry przykład nie jest zły

OLLIE poleciła mi moja córka. Zachęcona, zapisałam się na zabieg z kwasem hialuronowym. Nie ukrywam, marzyłam o tym, żeby odjąć sobie kilka lat. Kiedy jeździłam metrem, denerwowało mnie moje odbicie w szybach – miałam wrażenie, że moje bruzdy są tak głębokie, jak ten tunel, którym kursuje metro. Jestem szczupła i drobna, moja twarz wyglądała jak u szczurka i zależało mi na tym, żeby nie wyglądać tak smutno. Chciałam spróbować.

Zabiegi z kwasem hialuronowym

 

 

Pierwsze zabiegi

Na pierwszy ogień poszły bruzdy nosowo-wargowe i linie marionetki. Lekarz zrobił 2 albo 3 wkłucia (nie pamiętam dokładnie ile) w każdą bruzdę i dał mi lusterko. Zobaczyłam w nim swoją dawną twarz – bruzdy od razu się zmniejszyły. Lekarz dokończył zabieg, wstrzykując kwas hialuronowy w tzw. linie marionetki. Mąż i znajomi nic nie zauważyli, ale wyglądałam i nadal wyglądam dużo młodziej, mimo że od zabiegu minęło już kilka miesięcy.

 

 

Rosnący apetyt

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, o czym sama się szybko przekonałam. Po udanym pierwszym zabiegu uznałam, że pora na kolejny krok. Ale długo nie mogłam się zdecydować, czy robić wolumetrię policzków, żeby je uwypuklić. Kusiło mnie, ale wciąż się wahałam, bo myślałam, że to może już przesada. I znowu do akcji wkroczyła moja córka – pokazała na zdjęciach jak olśniewająco można wyglądać po zabiegu. W końcu i ja, po rozmowie i onsultacji z lekarzem - wykładowcą, dałam się przekonać, po wielu miesiącach rozterek.

 

 

Modelowanie twarzy

Wolumetria to bardzo prosty i szybki zabieg, a efekt jest natychmiastowy. Na początku podano mi połowę dawki kwasu hialuronowego, ale od razu poczułam niedosyt i poprosiłam o dostrzyknięcie preparatu. Po zabiegu moja twarz stała się ładniejsza i bardziej kobieca, a oczy się optycznie powiększyły. Górna część twarzy nie była już taka zapadnięta. I tym razem osiągnęłam swój cel. Podziękowałam córce za to, że mnie przekonała – to była dobra decyzja. Moja mama pytała mnie później, co się stało, bo wyglądałam na wyjątkowo odświeżoną i zrelaksowaną i chciała jak to robię :).

 

 

Przewrotność losu

Najlepsze zostawiłam na koniec. Choć nie chciałam być podobna do Angeliny Jolie, to jednak zaczęłam się zastanawiać nad tym, co by się stało, gdybym trochę odświeżyła usta. Nie miałam zamiaru się do niej upodobnić, zależało mi na naturalnym efekcie. Malując usta szminką zastanawiałam się, jakbym wyglądała, gdybym miała wargi jak w latach młodości. Uznałam, że jeśli odświeżę i nawilżę usta, będę wyglądała ładniej i bardziej atrakcyjnie. Nie chciałam wydać majątku, więc zapisałam się na zabieg w OLLIE.

Modelowanie ust kwasem hialuronowym

 

 

Grunt to dobre przygotowanie

Wiedziałam, że powiększanie ust wcale nie polega na tym, żeby je maksymalnie napompować. Jeśli ktoś po zabiegu ma takie „kacze” usta, to znaczy, że podano mu za dużo preparatu. Bez obaw pojechałam na szkolenie w OLLIE – oswoiłam się już z tą myślą, że jestem tam modelką. Przekonałam się, że zabiegi są wykonywane przez lekarzy z należytą starannością i zgodnie z procedurami. Wykładowca nad wszystkim czuwa. Nie miałam wątpliwości, że i tym razem będę zadowolona z efektów zabiegu, i... nie mogłam się doczekać.

 

 

Cena poświęcenia

Okazało się, że powiększanie ust było najmniej przyjemnym zabiegiem z kwasem hialuronowym spośród tych, którym poddałam się do tej pory. Mimo że miałam znieczulenie w postaci kremu Emla, czułam, jak lekarz „wciska” mi coś w usta. Wrażenie rozpierania warg nie należało do przyjemności. Na szczęście zabieg nie trwał zbyt długo, a na sam koniec rozmasowano mi usta. Mogłam więc zmykać do domu, żeby w spokoju podziwiać efekty.

 

 

Spełnione marzenie

Z początku usta były obrzmiałe i sprawiały wrażenie, że są bardzo duże, wręcz ogromne, ale na drugi dzień po zabiegu zszedł obrzęk i już wyglądałam normalnie. Byłam zachwycona – uzyskany efekt był jak najbardziej naturalny. Nikt nie zauważył, że powiększyłam usta i o to właśnie mi chodziło. Miałam pełniejsze, bardziej ponętne i zmysłowe wargi, ale w granicach rozsądku.

 

 

Od zabiegu minęło kilkanaście tygodni, a usta wciąż są dobrze nawilżone i nie pierzchną – dużo rzadziej używam teraz nawilżającej pomadki do ust (bywają dni, że wcale). Wyglądam naturalnie, świeżo i młodo; bardzo podoba mi się moje odbicie w lustrze. Nie upodobniłam się do Angeliny Jolie, nie jestem jej karykaturą – jestem sobą. Zanim powtórzę zabieg, minie jeszcze co najmniej kilka miesięcy. Mam nadzieję, że do tego czasu nadal będę miała takie słodkie i urocze usta, jak teraz.

 

 

Polecane artykuły:

 

 

Zapraszamy na zabiegi podczas szkoleń dla lekarzy w OLLIE.