Jesteśmy dobraną parą po 30, wiele rzeczy robimy razem, ponieważ lubimy wspólne spędzanie czasu. Mamy taką niepisaną umowę, że również razem podejmujemy wyzwania i robimy coś po raz pierwszy w życiu. Nie zawsze jest to możliwe, ale jeśli tylko mamy na to wpływ, to staramy się robić to wspólnie. Dlatego też zdecydowaliśmy, że razem poddamy się naszym pierwszym zabiegom medycyny estetycznej. Chcecie wiedzieć, jak wyglądał nasz pierwszy raz?
Zanim podjęliśmy decyzję
Przed podjęciem decyzji długo zastanawialiśmy się nad tym, z jakich zabiegów moglibyśmy skorzystać. Gdy ja chciałam powiększyć usta kwasem hialuronowym, to Sebastian był temu przeciwny, mówiąc, że on sobie ust powiększać nie będzie, bo przecież jest facetem, a nie babą. A przecież mógłby użyć kwasu do wypełnienia bruzd lub tej okropnej zmarszczki między brwiami, która ostatnio stała się bardziej widoczna. Mi to przeszkadza, jemu nie, tak więc z początku nie mogliśmy dojść do porozumienia, bo każde z nas chciało coś innego. Jednak jednego byliśmy pewni – skoro to nasz pierwszy raz, to nie chcemy wydawać nie wiadomo ile pieniędzy. I tak trafiliśmy na OLLIE, firmę, która spełniała nasze oczekiwania i kryteria, a miało być dobrze, tanio i dyskretnie.

Nasz romans z wampirem czyli krótka historia o zabiegu osoczem bogatopłytkowym : przygotowanie do zabiegu
Po długim namyśle
W końcu po wielu dyskusjach i długim namyśle oraz przejrzeniu Internetu wzdłuż i wszerz zdecydowaliśmy, że skoro po raz pierwszy będziemy korzystać z zabiegów medycyny estetycznej, to muszą to być mało inwazyjne zabiegi. Obawialiśmy się karykaturalnych efektów, a dodatkowo zależało nam na tym, żeby nikt z naszej rodziny czy znajomych nie zorientował się, że coś sobie robiliśmy. Poza tym nie wiedzieliśmy, jak zareagujemy, czy dobrze zniesiemy bardziej inwazyjne zabiegi, czy będziemy musieli bunkrować się przez tydzień w domu, nie wychylając z niego nawet czubka nosa. Dlatego też zdecydowaliśmy się na zabieg z osoczem bogatopłytkowym na twarz i skórę głowy. Uznaliśmy, że to jest dla nas optymalne rozwiązanie.

Nasz romans z wampirem czyli krótka historia o zabiegu osoczem bogatopłytkowym : konsultacja z lekarzem
Dzień próby
To była sobota. Ze stresu i nerwów nie mogliśmy spać – na własnej skórze przekonaliśmy się po raz kolejny o tym, że strach ma wielkie oczy. Wstaliśmy wcześnie rano i nerwowo oczekiwaliśmy na umówioną godzinę. Zjedliśmy śniadanie, bo przed zabiegiem z osoczem, podczas którego pobierana jest krew, nie należy być na czczo. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że atmosfera w OLLIE jest bardzo miła, dzięki czemu przestaliśmy się aż tak strasznie denerwować. Na około 30 minut przed zabiegiem nałożono mi na twarz specjalny krem znieczulający. Czas oczekiwania w poczekalni na wizytę minął bardzo szybko. W końcu zostaliśmy poproszeni do gabinetu…

Nasz romans z wampirem czyli krótka historia o zabiegu osoczem bogatopłytkowym : pobranie krwi
Jak wyglądał zabieg
Z żyły pobierana jest krew – dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy oddajemy krew do badania. Następnie pobraną krew odwirowuje się w specjalnej wirówce. Wszystko trwa około 20 minut. Podczas odwirowywania czerwone płytki krwi są odseparowywane od białych – zostawia się tylko te białe. To właśnie one zawierają tzw. czynniki wzrostuCzynniki wzrostu to peptydy (organiczne związki chemiczne), które pobudzają inne komórki do podziału albo różnicowania, działając za pośrednictwem receptorów znajdujących się na powierzchni komórek docelowych. Poprzez związanie się z receptorem... More, które są odpowiedzialne za wszystkie procesy regeneracyjne zachodzące w organizmie, w tym w skórze i organach wewnętrznych. Osocze jest wstrzykiwane w skórę twarzy lub głowy techniką mezoterapii, czyli wielokrotnych wkłuć śródskórnych. Wkłucia w skórę głowy są mało przyjemne – żeby złagodzić ból wzięliśmy na godzinę przed zabiegiem tabletki przeciwbólowe, więc nie było aż tak źle, jak się spodziewaliśmy.

Nasz romans z wampirem czyli krótka historia o zabiegu osoczem bogatopłytkowym : podanie osocza
Co udało się osiągnąć?
Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów – już po miesiącu od pierwszego zabiegu było widać różnicę, zwłaszcza u Sebastiana na głowie. Rośnie mu teraz więcej włosów i już mu tak bardzo nie wypadają, ponieważ cebulki włosowe są mocniejsze. Z kolei u mnie skóra na twarzy jest lepiej odżywiona, jędrna i elastyczna, dzięki czemu zmarszczki są płytsze i nie rzucają się w oczy. Cera promienieje blaskiem i ma ładny koloryt, a znajomi widzą, że coś się zmieniło, ale nie wiedzą co. Na razie trzymamy ich w niepewności i nie zdradzamy, dlaczego ostatnio wyglądamy trochę młodziej.

Nasz romans z wampirem czyli krótka historia o zabiegu osoczem bogatopłytkowym : zabieg na skórę głowy
O zabiegu z osoczem bogatopłytkowym
Bardzo cieszymy się, że się w końcu zdecydowaliśmy rozpocząć przygodę z medycyną estetyczną. Ponieważ nam się spodobało, zdecydowaliśmy się na serię składającą się z 4 zabiegów, z tym że później ja robiłam zabiegi już tylko na twarz, a mój parter na włosy. A co, poszliśmy za ciosem 🙂 Ostatnie zabiegi mieliśmy w styczniu – potraktowaliśmy je jako spóźniony prezent na święta Bożego Narodzenia. I na pewno będziemy w przyszłości powtarzać zabiegi. I być może zdecydujemy się na jakieś inne. Polecamy OLLIE! Życzymy wszystkim czytelnikom wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, spełnienia marzeń i udanych zabiegów. Pamiętajcie, nie taki diabeł straszny, jak go malują!
Monika i Sebastian

Nasz romans z wampirem czyli krótka historia o zabiegu osoczem bogatopłytkowym : Dr Parda - Głomska z uczestnikami szkolenia
Polecane artykuły:
Zapraszamy na zabiegi podczas szkoleń dla lekarzy w OLLIE.
