Monika Szyszka – lat 34, od 4 lat systematycznie korzysta z zabiegów medycyny estetycznej. Mimo, że jej życiowe motto brzmi „lepiej późno niż wcale”, to sama dość wcześnie zaufała lekarzom i medycynie estetycznej.
Jesteś młodą osobą. Co Cię skłoniło do korzystania z zabiegów medycyny estetycznej?
Kilka lat temu ktoś mnie zapytał, czy mam bliznę na czole między brwiami. To nie była bliznaBlizna (łac. cicatrix) to zmiana skórna, która najczęściej powstaje na skutek różnych urazów lub zabiegów chirurgicznych, gdy ubytek sięga do skóry właściwej i głębszych warstw skóry. Uszkodzenie skóry właściwej skutkuje... More, tylko lwia zmarszczkaLwia bruzda Nazwa „lwia zmarszczka” lub „lwia bruzda” odnosi się do pionowych linii, które powstają pomiędzy brwiami na skutek ekspresyjnej mimiki twarzy. Są to zmarszczki mimiczne powstające zazwyczaj po 30.... More. Po namyśle zdecydowałam się na zabieg z toksyną botulinową. Na początku chciałam tylko pozbyć się lwiej zmarszczki, ale z czasem skorzystałam również z innych zabiegów. I tak zaczęła się moja przygoda z medycyną estetyczną, czego nie żałuję. Od tamtej pory dużo zmieniło się w moim życiu, również zawodowym – od ponad roku jestem Konsultantem ds. Medycyny Estetycznej w OLLIE.
Jak wspominasz swój pierwszy zabieg?
Bardzo dobrze. Jestem raczej odważną osobą i w ogóle się nie stresowałam. Zabiegi z toksyną botulinową są bezbolesne i trwają zaledwie kilka czy kilkanaście minut, więc szybko poszło i nawet nie było czasu na nerwy. Ponieważ zabieg został wykonany w OLLIE z pomocą doświadczonego lekarza, wiedziałam, że wszystko będzie dobrze i nie miałam powodu do zmartwień.
Z jakich zabiegów do tej pory korzystałaś?
Jest ich już całkiem sporo. Miałam niesymetryczne usta, dlatego też zdecydowałam się na drobną korektę kwasem hialuronowym, dzięki czemu zostały odpowiednio wymodelowane. Raz na rok powtarzam ten zabieg, żeby podtrzymać efekt. Poza tym poddałam się zabiegom z hydroksyapatytem wapnia, nićmi PDO i laserem. Korzystam również z fibryny i osocza bogatopłytkowego na skórę głowy, ponieważ mam słabe włosy, które często mi wypadają.
Jakie zabiegi wolisz – regeneracyjne czy te, które poprawiają defekty urody, jak np. powiększanie ust?
Lubię oba rodzaje zabiegów. Moim zdaniem potrzebne są i jedne, i drugie. Chętnie poddaję się zabiegom o charakterze regeneracyjnym, ponieważ zależy mi na profilaktyce i chcę opóźnić proces starzenia. Stan mojej skóry jest dużo lepszy niż kilka lat temu – widzę sporą różnicę między tym, co było kiedyś, a tym, co jest teraz. Z kolei zabiegi z tej drugiej grupy pomagają zlikwidować defekty urody i zapanować np. nad asymetrią moich ust. Staram się podchodzić do zabiegów kompleksowo i dbać zarówno o kondycję skóry, jak i swój wygląd.
A który z nich jest Twoim ulubionym zabiegiem?
Moim ulubionym zabiegiem jest zabieg z hydroksyapatytem wapnia. Po zabiegu skóra w dolnej części twarzy odzyskała jędrność i sprężystość, wcześniej, mimo młodego wieku, była dość wiotka. Mam wrażenie, że wiele kobiet traktuje ten zabieg po macoszemu i nie docenia jego zalet i spektakularnych wręcz efektów. A szkoda, bo to jest naprawdę świetny preparat, który pobudza naturalne mechanizmy odnowy skóry. Hydroksyapatyt tworzy pod skórą specjalne rusztowanie i stymuluje produkcję nowych włókien kolagenowych. Efekty w postaci wypełnienia widoczne są od razu i utrzymują się dość długo, bo nawet przez 2 lata.

Przed i po zabiegach
Czy są zabiegi, którym się nie poddałaś?
Tak, są zabiegi, z których jeszcze nie korzystałam, ale w moim przypadku wynika to w dużej mierze z braku wskazań. Nie mam jeszcze problemu z doliną łez, więc nie musiałam jej korygować za pomocą kwasu hialuronowego. Innym zabiegiem, którego jeszcze nie miałam, jest lipotransfer, czyli przeszczep tłuszczu. Również i w tym przypadku nie mam powodów, by wykonać ten zabieg. Nie wykluczam, że kiedyś w przyszłości przyjdzie czas i na te zabiegi, bo przecież każdy z nas się starzeje i ja też. Jeśli za jakiś czas lekarz wykładowca będzie widział wskazania do któregoś z tych zabiegów, to pewnie wtedy z niego skorzystam.
Nie boisz się bólu? Korzystasz ze znieczulenia? A może boisz się czegoś innego?
Jestem odporna na ból. Nie korzystam ze znieczulenia, nawet podczas powiększania ust. Dla wielu osób jest to bolesny zabieg, ale ja tego tak nie odczuwam. Każdy z nas ma inną odporność na ból. Akurat ja się zaliczam do tych osób, które są w stanie dużo wytrzymać. Czy boję się czegoś innego niż ból? Nie, nie boję się. Chętnie korzystam z nowości, w pełni ufam lekarzom wykładowcom i zdaję się na ich rekomendacje.
Za co lubisz medycynę estetyczną?
Przede wszystkim za to, że zajmuje się… poprawą jakości życia. Jest to niezwykle ważne dla wielu osób, niezależnie od ich wieku, dla mnie również. Dzięki medycynie estetycznej pozbyłam się kilku kompleksów i poprawiłam defekty urody w naturalny sposób. Wiele zabiegów zapewnia nie tylko natychmiastowe efekty wizualne, ale także działa długofalowo, wpływając na regenerację i odnowę tkanek. Procedury są mało inwazyjne i nie wymagają długiej rehabilitacji, zwłaszcza w porównaniu z chirurgią plastyczną. Zabiegi są zazwyczaj bezbolesne, a osoby, które mają niski próg bólu, mogą korzystać z różnych rodzajów znieczulenia. To wszystko sprawia, że bardzo cenię medycynę estetyczną i podziwiam jej nieustanny rozwój, który dzieje się na moich oczach.
Co byś doradziła osobom, które chcą skorzystać z zabiegów medycyny estetycznej, ale mają wątpliwości i są niezdecydowane?
Moim zdaniem życie jest za krótkie, żeby się wahać. Trzeba w pełni z niego korzystać i próbować nowych rzeczy, nawet jeśli się ich boimy. Czasami warto zaryzykować, bo nigdy nie wiadomo, co możemy stracić, jeśli z czegoś nie skorzystamy. Jak ktoś ma wątpliwości, niech szuka informacji i pyta dotąd, dopóki nie stwierdzi, że czuje się już na tyle bezpiecznie że może poddać się jakiemuś zabiegowi. Warto się przełamać i zmierzyć ze swoimi wątpliwościami, bo później może się okazać, że zwlekaliśmy zbyt długo i niewiele można już zrobić. Ale jak to się mówi, lepiej późno niż wcale.
